4 lata wcześnie
'Tak bardzo chciałabym cofnąć czas.'
Moje 12 urodziny to miał być najfajniejszy dzień w moim życiu. Mieliśmy go spędzić we trójkę; ja, mama i tata. Rzadko się zdarzało, że spędzaliśmy je razem, mama miała wiele spraw w kancelarii, a tata w szpitalu. Kiedy powiedzieli mi, że spędzimy ten dzień wszyscy byłam prze szczęśliwa. Interesowało mnie bardzo dokąd jedziemy. Gdy promienie słońca przebiły się do mojego pokoju natychmiast pobiegłam na dół, gdzie spotkałam mamę.
-Dzień dobry moja kochana jubilatko! Wszystkiego najlepszego skarbie - objęła mnie mocno, ucałowała i podała kubek z kakaem.
-Chyba czas zdradzić Ci Twój prezent urodzinowy - odwróciłam się i zobaczyłam tatę stojącego w drzwiach do kuchni. Podszedł do mnie uściskał mocno i wręczył Mi 3 bilety do aquaparku . Cieszyłam się, ponieważ od zawsze mieliśmy z tatą wspólną pasje; pływanie.
-Jeej! Dziękuje, bardzo Was kocham! - uśmiechnęłam się szeroko, co oboje odwzajemnili.
-My też Cię bardzo kochamy słoneczko. - napiłam się trochę kakaa i zjadłam kawałek croissanta.
Byłam bardzo podekscytowana, szybko się spakowałam i popędziłam do samochodu, gdzie czekali na mnie rodzice. Na niebie widać było liczne ciemne chmury, ale nawet to nie popsuło mi humoru.
Podróż zajęła nam około 2 godziny. Po dojechaniu na miejsce nie rozstawaliśmy się na chwilę . Byłam wtedy chyba najszczęśliwszym dzieckiem na świecie.
-Tato, pójdziesz ze mną na tą ogromną zjeżdżalnie? - zrobiłam swoje słodkie oczy co zawsze na niego działało.
-Pewnie myszko! - uśmiechnął się szeroko i chwycił mnie za rękę. Już po chwili znaleźliśmy się przy wejściu do olbrzymiej zjeżdżalni.
-A nie będziesz się bała? - zapytał ze swoim kochanym uśmiechem na twarzy
-Z tobą tato nigdy! - przytuliłam się do niego mocno i poczułam, że zjeżdżamy w dół. Było suuuper! Jeszcze nigdy się tak nie bawiłam. Wszystko szło według planu dopóki do taty zadzwonił kolego i kazał mu natychmiast przyjechać do szpitala. Oczywiście próbował się jakoś wykręcić ale na marne. Musieliśmy wracać. Szybko się przebraliśmy i ruszyliśmy w drogę powrotną. Niebo było jeszcze bardziej zachmurzone, zaczynał padać deszcz przez co ulica zrobiła się śliska. Tacie zbytnio to nie przeszkadzało, wiedziałam, że musi szybko jechać, żeby ratować życie ludziom. Byłam bardzo zmęczona, nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Obudziły mnie krzyki mamy i przeraźliwy pisk opon. Totalnie nie wiedziałam co się dzieje. Poczułam mocne uderzenie, huk. Zobaczyłam tatę, cała jego twarz pokryta była krwią. Byłam w szoku, dopiero po chwili zorientowałam się, że moja twarz również jest zakrwawiona. To było straszne. Usłyszałam głos mamy.
-Perrie, ko... kochanie? - mówiła cicho, każde słowo sprawia jej bół.
-Mamo! Co Ci jest? - nwet nie wiem kiedy zalałam się łzami.
-Spo... Spokojnie, będzie do... dobrze - jej głos był coraz cichszy. Usłyszałam głos syren i ostatnie słowa mojej kochanej mamy.
-Kocham Cię Perrie, pa... pamiętaj - zaczęłam płakać jak małe dziecko, nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje.
-Mamo! Mamusiu! Obudź się! Mamo! Kocham Cię, musisz żyć! Proszę mamo! - pomimo, że krzyki sprawiały mi ból nie przestawałam, wierzyłam, że mama się obudzi. Niestety ... Tak się nie stało. Poczułam silny ból głowy i osunęłam się na fotel.
Obudziłam się w białym pokoju, połączona jakimiś kabelkami. Zauważyłam przy łóżku jakąś postać.
-Mamo? - miałam ogromną nadzieję, że zaraz mnie przytuli i poczuje się całkowicie bezpieczna.
-Perrie, to ja, ciocia Anna. - usłyszałam troskliwy głos cioci -Spokojnie, śpij, porozmawiamy potem.
Bez sprzeciwu zamknęłam oczy i zasnęłam
Kiedy następny razem się obudziłam nie zastałam przy swoim łóżku cioci ani rodziców tylko jakąś pielęgniarką zmieniającą mi kroplówkę. Byłam jeszcze słaba, ale czułam się lepiej niż ostatnio.
Po jakimś czasie w drzwiach stanęła ciocia Anna.
-Ciociu, gdzie .. co z rodzicami? - poczułam łze spływającą po moim policzku.
-Przykro mi kochanie. - ciocia chwyciła mnie za rękę i odwróciła wzrok. Doskonale wiedziała co to oznacza. Zostałam kompletnie sama. W tym momencie nic nie miało dla mnie znaczenia, wszystko było mi jedno. Kilka następnych dni spędziłam głównie sama, nie chciałam z nikim rozmawiać. W koń odwiedziła mnie ciocia, wiedziałam, że tak nie można i zdecydowałam się na rozmowę z nią.
-Skarbie, po wyjściu ze szpitala zabiorę Cię do siebie, pokój już czeka - skinęłam tylko głową, wiedziałam, że dla niej też jest to trudna sytuacja. Ciocia zawsze się ze mną dogadywała, ale nie mogłam się cieszyć, że będę u niej mieszkać. Nie teraz.
W szpitalu trzymali mnie 2 tygodnie. Przeszłam operacje rany na policzku. To był dla mnie bardzo trudny okres, ale to nie było wszystko. Lekarz powiedział, że operacja się udała, ale zostanie blizna. To było kolejny cios.
Byłam oszpecona i na dodatek bez rodziców.
Po wyjściu tak jak było ustalone zamieszkałam u cioci. Byłam cały czas pod opieką specjalistów, ale to nie dużo pomagało. Dowiedziałam się, że to nie mój tata spowodował ten wypadek, tylko jakiś mężczyzna, który potem od razu uciekł. Nie mogłam się z tym pogodzić. Jakiś człowiek odebrał życie ludziom, których kochałam najbardziej. Od tego czasu moje życie diametralnie się zmieniło.
Tak bardzo chciałabym cofnąć czas...
No więc mamy już drugi ^^ Nie mogę uwierzyć, że tak szybko go napisałam xdd
Maam nadzieję, że się podoba, bo mi naweet ;p
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz