wtorek, 3 marca 2015

Rozdział 1.

                                              'Najgorszy jest począteek'
Nadszedł dzień którego się tak strasznie obawiałam. Pierwszy dzień w nowej szkole. Dotarłam do niej dzień wcześniej. Zostałam oprowadzona przez miłą, dyrektorkę p. Roberts. Nigdy nie lubiłam szkół z internatem, ale nie miałam za bardzo wyjścia. Ciocia Anna musiała wyjechać do Holandii i nie mogła mnie ze sobą zabrać, a nie chciała żebym mieszkała sama. Miałam jej to trochę za złe, ale niewiele mogłam zrobić, w końcu to ona miała nade mną opiekę po śmierci rodziców.
Dzieliłam pokój z Jade, ładną szatynką o brązowych oczach.Chodziłyśmy razem do gimnazjum, bardzo dobrze się znałyśmy, dlatego cieszyłam się, że nie bd z kimś obcym Była to raczej osoba, która potrzebowała trochę więcej czasu na poranną toaletę, dlatego ustawiłam alarm pół godziny wcześniej. Zajęło mi trochę czasu zanim wygramoliłam się z łóżka. Starałam się zachowywać cicho, żeby nie obudzić Jade. Zabrałam z szafki legginsy i dżinsową koszule i udałam się do łazienki.



 Zrzuciłam z siebie piżamę i weszłam pod prysznic. Umyłam włosy brzoskwiniowym szamponem i po 15 minutach stałam przed lustrem. Wytarłam ciało jedwabnym ręcznikiem i założyłam biały komplet bielizny. Wysuszyłam włosy a założyłam ubrania, które wcześnie wybrałam. Zamierzałam umyć zęby, kiedy spojrzałam w lustro i zobaczyłam coś, co zawsze chciałam ukryć po toną podkładu. Ogromna blizna przebiegająca wzdłuż mojego lewego policzka. Ślad, który zawsze przypomina mi o tym co się stało z moimi rodzicami. Zawsze, kiedy o tym pomyśle łzy same napływają mi do oczu. Nawet nie zorientowałam się, że siedzę w tej łazience zdecydowanie dłużej niż przypuszczałam i zamiast swoich myśli słyszałam krzyki Jade.
-Perrie wyłaź stamtąd, bo obie się za chwile spóźnimy!
-Dobrze, już idę.- sprzątnełam swoje rzeczy i wyszłam z łazienki, gdzie spotkałam trochę zdenerwowaną przyjaciółkę.
Nie odezwała się tylko od razu pobiegła do łazienki.
Zrobiłam sobie jeszcze delikatny makijaż i spakowałam książki. Kiedy miałam już wychodzić zorientowałam się, że nie ma mojego trampka, poszukiwania zajęły mi wieki, ale w końcu znalazłam. Spojrzałam na zegarek.
-Jeżeli teraz nie wyjdę to zalicze wtope pierwszego dnia.- powiedziałam sama do siebie po czym szybko wybiegłam.
Byłam już blisko celu, kiedy wpadłam na przystojnego bruneta o brązowych paaczydłach. Patrzył na mnie przez dłuższą chwilę. Domyślam się, że chodziło mu o moją twarz, nie mogłam dłużej tego znieść dlatego natychmiast chciałam uciec na zajęcia.
-Wcale się nie gniewam, że podeptałaś mi nowe buty.- uśmiechnął się, po czym przysunął trochę.
-Przepraszam, ale trochę się spiesze i ...
-Jestem Zayn - wtrącił się nie dając dokończyć mi zdania.
-Perrie, miło mi - odwzajemniłam uśmiech.
Patrzyliśmy sobie w oczy do czasu, kiedy w korytarzy rozległ się głos p. Roberts.
-Zayn !
-Tak pani dyrektor? - aż wzdrygnął na jej głos
-Chodź do mojego gabinetu, musimy omówić bardzo ważne sprawy.
-Dobrze. Już. Idę - nie pewnie oddalił się nie spuszczając ze mnie wzroku - Do zobaczenia, Perrie.
Znów ten cudowanie biały uśmiech, który odwzajemniłam i szybko uświadomiłam sobie, że jestem spóźniona na polski. Szybko pobiegłam do klasy, gdzie spotkałam już Jade, która zajęła mi miejsce w środkowym rzędzie. Nie zdążyłam jej podziękować, kiedy do klasy weszła stara pomarszczona i na dodatek ruda kobieta, była bardzo niska. Pierwsza rzecz jaka rzuciła mi się w oczy to rozsunięte buty. Może kupiła za małe? Kto wie. W ogóle nie mogłam się skupić na lekcjach, cały czas miałam przed oczami przystojnego bruneta, który totalnie zawrócił mi w głowie. Właściwie to sama nie wiem czemu, ale wiedziałam, że jeszcze się spotkamy.
                                                                                                                                                                 
Oojacie, no więc jest pierwszy rozdziaał.=>
Maam nadzieję, że okk.
Oczywiście akcja się potem rozwinie i wgl, pracuje nad tym.
Ale naprawdę zachęcaam do czytania, komentowania, to naprawdę pomaga i motywuje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz